WŁASNY DYWIZJON
Zostałem ostatnio poproszony o napisanie artykułu: "Jak założyć dywizjon". Cóż sprawa nie jest prosta a ciśnie mi się na usta takie wyjaśnienie: trzeba mieć charyzmatyczną osobowość, zjednać sobie ludzi, wybrać numer dywizjonu i latać, latać, latać. :-))
A teraz na poważnie.Trudno jest cokolwiek zdziałać będąc nieznanym pilotem. Zakładając dywizjon należy zacząć od siebie. Pokazać innym, że jest się wartościowym człowiekiem i niezłym pilotem. I choć internet sprawia że jesteś anonimowy, to dla chcącego nic trudnego.
Nie chcę kreować się na wyrocznię w tej sprawie więc oprę się na własnym przykładzie wirtualnego dywizjonu 316. A było to tak:
Zaczynałem latać online. Miałem niewielki staż i często zmieniałem serwery. Był GSA, HH, a w końcu SoF. Na każdym z tych serwerów latałem z tym samym nickiem, zawsze witałem się wchodząc na serwer i odpowiadałem na powitania innych. Już po miesiącu latania na SoF zawiązałem pierwsze sojusze i poznałem kilku wartościowych pilotów. Czat w grze był nieoceniony i za jego pomocą poznałem pierwszego kumpla na dobre i na złe w sturmovikowym świecie. Tak to był właśnie Jarro wtedy jeszcze z dopiskiem "banita" w nicku. Dobrze nam się latało razem, gadaliśmy przez TS`a i łupaliśmy niebieskich. Kilka tygodni później dołączył Emilio. Wtedy właśnie powstał pomysł założenia dywizjonu. Chodziło o to żebyśmy mogli latać na frontach, żebyśmy byli rozpoznawalni, żeby inni wiedzieli, że z nami lepiej zgubić jak z innym znaleźć. Wybór padł na dywizjon nr 316 "Warszawski" mało znany z historii (w porównaniu do 303-go lub 300-go), ale nam to nie przeszkadzało.
Ze SoF przeszliśmy na SoV a jest to serwer powiedzmy historyczny i wymagania są tu trochę większe. Dla nas nie był to problem raczej nowe wyzwanie. Lataliśmy codziennie z różnym skutkiem raz było gorzej a raz lepiej. I znów z pomocą przyszedł czat. Dwóch pilotów latających razem, nieźle walczących zwróciło naszą uwagę. Od słowa do słowa i dywizjon powiększył się o Minamira i Basieksa. W trakcie tej całej organizacji powstała strona na której czytasz te słowa i dołączył do dywizjonu Szatan, Hypsi i Josel.
Byliśmy rozpoznawalni. Bywało, że startowaliśmy w pięciu i w pięciu lądowaliśmy po locie każdy z jednym zestrzeleniem. Osłanialiśmy się wzajemnie i dobrze sie nam razem latało. Czas mijał strona się rozrastała i do dywizjonu zaczęły napływać zapytania czy organizujemy rekrutację. Nie znaliśmy ludzi, którzy do nas pisali a trzeba było zobaczyć jak latają, jacy są i najzwyczajniej w świecie jak się z nimi rozmawia. Tak właśnie dołączyli do dywizjonu Mlad, Evooo i Lesiu. A co się dzieje teraz możesz śledzić na stronie i SoV lub VSI jeśli latasz online.
Jak sam zapewne zauważyłeś powstanie dywizjonu to proces długotrwały. Nam zajął ponad półtora roku. Może są inne sposoby, żeby zrobić to szybko i łatwo, ale jak mówią niektórzy szybko i łatwo zamawia się hamburgera w MC Donalds. Chcąc mieć dywizjon musisz mieć świadomość, że to nie jest bułka z masłem. Twoi piloci liczą na ciebie,ufają ci. Dowodzisz nimi, jesteś dla nich autorytetem i wzorem do naśladowania. Nie raz staniesz przed trudnym wyborem przyjąć pilota czy go odrzucić, czy wylać innego za niesubordynację, niech wspomnę jeszcze o tych dla których numer dywizjonu przed nickiem jest najważniejszy i po jego otrzymaniu olewają wszystko i wszystkich.
Są też chwile radości, kiedy cały zespół po trudnym locie wraca na macierzyste lotnisko. Samoloty postrzelane, dymiące a w duszy radość, że wracają wszyscy, ze wyszło jak trzeba, że kilku niebieskich posłaliśmy do piachu a obca flota uszczupliła się o trzy czy cztery okręty.
Jest jeszcze jeden aspekt latania razem, o którym mało kto mówi. I może wyda Ci się to dziwne, ale nawet w wirtualnym świecie można zawiązać przyjaźnie. W końcu łączy nas ta sama pasja i chęć poznawania historii jakże chlubnej dla nas Polaków, historii lotnictwa.
Na koniec pozwól czytelniku na odrobinę prywaty. Przy okazji publikacji tego artykułu chciałbym podziękować Alinie bo to ona organizowała dywizjon na początku. Alina dziękuję, jak widzisz warto było. Warto było dla tych wszystkich, którzy teraz latają z nickiem na którego początku widnieje cyfra "316". Chociaż dla wielu to tylko cyfra, dla mnie to przyjaźń, poświęcenie i wspólna pasja.
Tak piloci Wirtualnego Dywizjonu 316 to nie mój to Wasz dywizjon. Wy go tworzycie i nie ukrywam świetnie Wam idzie. Dziękuje Wam za Wasz czas i pomoc. Nie jeden raz ratowaliście moje szanowne cztery litery z opresji. A że raz jest lepiej a raz gorzej? No cóż takie jest życie jak widać nawet to w wirtualnym świecie.
316_Artur_PL
P.S. Dowódcy i twórcy innych dywizjonów zachęcam do dzielenia się w komentarzach własnymi doświadczeniami związanymi z tworzeniem dywizjonu.



Komentarze
One są wartościowe chociażby z takiego powodu że wpisał je człowiek który coś osiągnął, a wartości dodaje im jeszcze fakt że zrobił to z własnej nieprzymuszonej woli doceniając pracę jaką wkładamy w tworzenie grupy przyjaciół do wspólnej zabawy w rozwijanie tego serwisu i pielęgnację naszej lotniczej historii.
Dzięki za słowa otuchy i zachęty.
Wiem, że te słowa będą mało dla Was wartościowe, ale jestem pełen podziwu dla Was. Wiem jak trudno jest zbudować grupę do wspólnych działań. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze trudniej jest ją zbudować na fundamencie jakim jest niewątpliwie przyjaźń :)
Co prawda nie latałem nigdy przez internet, ale 4 lata grałem w Twierdzę przez internet. Nauczyłem się, że tylko dzięki zaufaniu dla kolegi z którym grasz, masz szanse wygrać. Zaowocowało to Wicemistrzostwem w Europie-co jest niewątpliwie ogromnym sukcesem
Życzę Wam, żebyście dalej się rozwijali i reprezentowali nasz kraj, na jakiś imprezach :) Sukcesów !
Kto wie może mi się uda kiedyś z Wami spotkać na wirtualnym niebie... ;)
jest to naprawde bardzo wartosciowe centrum informacji dotyczace tej kwesti.
jeszcze raz serdecznie dziekuje:)
Co do tematu artykułu - świetnym pomysłem jest latanie na zasadzie "gość dywizjonu" - wszak ta forma była więcej niż bardzo rozpowszechniona w historii...
Pozdrawiam