FIAT G.50 FRECCIA
Freccia z oznaczeniami hiszpańskimi - widać zamknięty, w pełni przeszklony kokpit pierwszych wyprodukowanych maszyn.
Piękna fotografia Freccii w locie. Widoczny na drugim planie Bf 110 miał zagrzewać do walki odważnych włoskich lotników;)
G.50 w barwach Chorwacji.
W Il-2 Sturmovik 1946 Fiat G.50 Freccia posiada następujące wartości podstawowych danych taktyczno-technicznych:
- masa startowa 2386 kg
- prędkość maksymalna: altitude 0 m - 400 km/h; altitude 5000 m - 450 km/h, powyżej tej wysokości maksymalne prędkość maleje.
- maksymalna prędkość nurkowania - 720 km/h
- najlepszy czas zakrętu w płaszczyźnie poziomej na wysokości 1000 m – niecałe 19 s., przy prędkości 266 km/h
- najlepsze wznoszenie 13,2 m/s przy prędkości 194 km/h
- uzbrojenie 2 karabiny maszynowe BREDA-SAFAT kalibru 12,7 mm, z zapasem amunicji 300 pocisków na kaem (28 s. ciągłego ognia – mniej niż CR.42 i MC.200).
Tą karykaturę MC.200 doskonale można odnieść też do naszego Fiacika.
Jest jednak i dobra strona kokpitu Frecci. Wszystkie zegary widać jak na dłoni, tak w widoku ogólnym jaki i w oddalonym widoku przez celownik. Ma to ogromne zalety przy lataniu na wysokich ustawieniach realizmu bez paska prędkości. Zegary mają jeszcze tą zaletę, iż kolorowymi paskami zaznaczone są na nich m.in. charakterystyczne zakresy prędkości (prędkość przepadania) oraz optymalne i niebezpieczne obroty silnika. Zauważalnym brakiem w kokpicie jest nieobecność liczników amunicji do karabinów BREDA-SAFAT, które były montowane na dolnym panelu deski rozdzielczej i powinny być widoczne po obu stronach drążka sterowego. Wynika to może z tego, że dostępny w grze model G.50 jest wersją eksportową dla Finlandii. Kolejną wadą kokpitu jest brak opancerzenia fotela pilota jak i owiewki. Celne pociski karabinów maszynowych często wyłączają wirtualne życie pilota.
Pomimo tego, że z kokpitu nic nie zobaczymy to jednak kołowanie naszą Strzałą jest łatwe i przyjemne. Szeroko rozstawione koła zapewniają doskonałą stateczność. Silnik nawet na pełnym gazie nie powoduje silnego znoszenia samolotu, a niewielkie powstające odchylenia kontrujemy delikatnym odchyleniem steru kierunku. Maszyna szybko się rozpędza i przy wypuszczonych do startu klapach odrywać można od pasa już przy 160 km/h. Przy lądowaniu używamy w pełni wychylonych klap i możemy wspomagać się trymowaniem. Jeszcze przed fazą przyziemienia powinniśmy utrzymywać prędkość nieco większą niż 150km/h, poniżej jej maszyna staje się niesterowana.
Jako, że walka powietrzna jest uznawana za niebezpieczną, włoscy aviatore po wylądowaniu z dala od frontu, udają się na wypoczynek. Składane fotele i kosze piknikowe wyciągnęli ze specjalnych schowków w skrzydłach (w miejscu, gdzie przewidziane były dodatkowe - zbędne oczywiście - karabiny maszynowe).
Freccią lata się bardzo przyjemnie i uważać należy jedynie na gasnący przy ujemnych przeciążeniach silnik z gaźnikiem grawitacyjnym. Maszyna jest stabilna w locie, nie wykazuje chęci silnego uciekania w którąkolwiek ze stron, a wszelkie drobne odchylenia kierunku lotu skorygujemy z łatwością trymerami. Aby utrzymywać w locie poziomym maksymalną prędkość należy zmniejszyć skok śmigła do poziomu 60-70%. W walce, przy wznoszeniu, starcie i lądowaniu skok śmigła najlepiej mieć ustawiony na 100% co powoduje, że samolot odpowiednio szybko reaguje na gaz kiedy potrzeba.
Do słabszych stron G.50 należy skuteczność w boju szczególnie w okresie używania go przez Finów. Freccia swoje czasy świetności przeżywała podczas wojny w Hiszpanii i na Bałkanach. W roku 1940-1941 jest potwornie deklasowana przez oponentów. Równać się może jeszcze ze starszymi konstrukcjami radzieckimi takimi jak I-15, I-15bis, I-153 i I-16, z francuskim Moranem, brytyjskim Hurricanem Mk I. Strzała jest prawdę mówiąc niewiele szybsza od lekkich i średnich bombowców – od SB-2M może o 20km/h, a Blenheim Mk I dorównuje jej maksymalną prędkością. Do tego stosunkowo słabe uzbrojenie wyklucza G.50 z roli pogromcy bombowców. Samolot nie należy też do najbardziej wytrzymałych – pojedyncze trafienia mogą wyeliminować silnik lub poturbować pilota. Odporność to jego zdecydowanie słaba strona, nawet w wyniku ostrzału z karabinów maszynowych ubytki w poszyciu płata powodują duże trudności z pilotowaniem. Ten samolot, a po otrzymanej serii z karabinów - nielot (mimo pobożnych modlitw włoskich pilotów) nie może tu się równać z Saettą.
W przypadku ataku na przeciwnika należy bardzo starannie celować a porady zawarte przez Mlada w artykule o MC.200 tak samo sprawdzają się w przypadku tego Fiata. W razie ataku na bombowce musimy szczególnie starannie trzymać się jego martwych pól ostrzału, wystawienie się na serię to ogromne ryzyko. Wymusza to posiadanie szczególnie dobrej wiedzy na temat maszyn przeciwnika – ich słabych i mocnych stron, pól ostrzału oraz miejsc wrażliwych. Piloci Strzał muszą być cierpliwi z urodzenia – chodzi o to, że w przypadku starszych samolotów, jak Freccia właśnie, wypracowanie pozycji ogniowej wymaga często dużo więcej czasu, wykonania bardziej skomplikowanego planu podejścia i bycia bardzo ostrożnym, przewidującym. Z uwagi na dość słabe osiągi może się okazać, że szansa na atak zaistnieje tylko raz! Warto podkreślić, że Włoszka staje się nieprzyjemna w pilotażu na dużych wysokościach i jest prawie bez szans w starciu z myśliwcami wysokościowymi przeciwników (np. Mig-3).

I na koniec tradycyjny "łyczek".
Fiat G.50 to nie maszyna na wojnę po 1940 roku. Szybsi a często zwrotniejsi i lepiej uzbrojeni przeciwnicy rozszarpią biedną Strzałę. Za to w zmaganiach specyficznego frontu fińskiego (Wojna Zimowa) czy w rozgrywkach symulujących wojnę domową w Hiszpanii sądzę, że Freccia sprawdzi się bardzo dobrze. A nawet jeśli nie w boju to w lotach dla samego relaksu i oderwania się od potężnej Beefki czy Foki, ta włoska maszyna potrafi dać sporo przyjemności i satysfakcji z podniebnych szaleństw.
316_Mlad
316_Basieks












Komentarze
http://wp.scn.ru/en/ww2/f/352/103/0
Latem 1944 jeden z Horwatów- Arapović uciekł swoim myśliwcem na wyspę Vis kontrolowaną przez partyzantów Tito.Samolot wykorzystywano do lotów rozpoznawczych i wtrakcie jednego z nich pilot ten miał zestrzelić JU-52.
Po wojnie lotn. Jugosławii używalo kilku sztuk i prawdopodobnie tam jedynie G-50 przetrwał do dziś - choć lekko uszkodzony. Legenda głosi że to właśnie samolot Arapovića. (n/b - ma bardzo ciekawe znaki rozpoznawcze , ale to już zupelnie inna historia...)