MITSUBISCHI A6M ZERO
Popularne japońskie "zero" przysporzyło amerykanom więcej kłopotów niż połowa japońskiej floty. Wśród amerykańskich pilotów F4F, szczególnie na początku wojny utarło sie powiedzenie: "jeśli zobaczysz zero na ogonie skacz może ocalisz życie". Cóż to jest za samolot?
Zero to dolnopłat o konstrukcji półskorupowej, metalowej, a nie jak się niektórym wydaje papierowej. Gotowy do lotu ważył lekko ponad dwie i pół tony. Czternastocylindrowy silnik w układzie podwójnej gwiazdy zapewniał mu prędkość przelotową 360km/h co nie było szczytem możliwości jak na owe czasy i prędkość maksymalną w locie poziomym 500km/h.
Wyczytałem, że "zero" mogło przez półtorej godziny lecieć na maksymalnych obrotach silnika. Niestety nie ma to odwzorowania w sturmoviku. Silnik Zero chłodzony był powietrzem i przez to częste były przypadki jego przegrzania.
Uzbrojenie samolotu stanowiły dwa działka kal. 20mm seryjnie montowane w skrzydłach samolotu. Dodatkowym uzbrojeniem były dwa karabiny maszynowe kalibru 7.7 mm zsynchronizowane ze śmigłem, w niektórych modelach zastępowane przez km kalibru 13,2mm. Nie jest to jednak regułą ponieważ zmian tych dokonywali najczęściej mechanicy na lotniskach polowych.
Dla kogo "zero"? Pytanie wydaje się banalne, ale tylko pozornie. Samolot ten Japończycy stworzyli z myślą "walcz albo giń". Nie ma w nim żadnej osłony dla pilota z uwagi na to, iż konstruktorzy widzieli go zawsze w natarciu, zawsze w ataku z przeciwnikiem przed sobą a nie za sobą. Jedyną obroną jest rewelacyjna zwrotność tej maszyny. Śmiem nawet twierdzić, że to druga maszyna po Gladiatorze pod względem zwrotności. Latając A6M trzeba mieć oczy w koło głowy, ponieważ nawet trafienie pociskami małego kalibru potrafi go zapalić przez co samolot ten zdobył przydomek "zapalniczka".
Subiektywnie powiem, że jest to bardzo wdzięczna maszyna. Wystarczy go poznać i troszkę nim polatać a nie raz będziesz słyszał "jak on to robi, że zawraca w miejscu?". Polecam go i dla nowicjuszy i dla starych wyjadaczy a szczególnie dla pilotów walczących ciągle w ofensywie. Ten samolot jest dla pilota tym czym miecz dla samuraja. Jeśli wiesz jak go użyć to Twój przeciwnik już jest martwy, choć jeszcze o tym nie wie.
316_Artur_PL






Komentarze
Amerykanie mieli więcej szczęścia niż rozumu w walkach na Pacyfiku Gdyby nie przypadek zdobycia praktycznie nieuszkodzonej maszyny (na Aleutach) która przymusowo musiała wylądować (pilot zginął) i przebadanie jej dokładnie Długo nie mieliby pojąca jak walczyć przeciw tej maszynie nie znaliby jej zalet ani wad.
Jedna z najpiękniejszych, najprzyjemniejszych w pilotowaniu maszyn i do tego najzwrotniejszych.
Odpłaca się z gracja za dobre traktowanie i myślenie taktyczne co odczuwają szybko nasi przeciwnicy na swojej skórze
PS. Artur
Pod względem zwrotności drugą maszyna po Gladiatorze to jest I153 i KI-43 :)