MIĘKKIE LĄDOWANIE

Pilotaż

5078411

    Artykułem tym postaram się odpowiedzieć na wielokrotnie ponawiane prośby samego dowódcy naszego dywizjonu 316_Artura_PL o napisanie instruktażu dla pilotów na temat przeprowadzania bezpiecznego manewru lądowania. Prośba dowódcy to rozkaz, a rozkaz trzeba (wreszcie) wykonać!

    Lądować umie prawie każdy, ale nie każdy ląduje poprawnie, bezpiecznie i nie za każdym razem. Celem niniejszego tekstu jest uświadomienie wirtualnym pilotom gdzie najczęściej leży tajemnica udanego przyziemienia. Polecam przeczytać artykuł i obejrzeć film instruktażowy, wszak dobrego pilota poznać można przede wszystkim po sposobie lądowania.

    Wszystko z reguły przebiega sprawnie, gdy pilot dysponuje nieuszkodzoną maszyną, która w dodatku jest łatwa w pilotażu i kołowaniu (szeroko rozstawione koła). Umiejętność prawidłowego wykonania manewru lądowania okazać się może jedynym ratunkiem, gdy na właściwości lotne naszego płatowca wpływają inne, niekorzystne czynniki zewnętrzne, a zwłaszcza uszkodzenia, czasem raniony pilot! W takiej sytuacji naprawdę przydaje się bardzo dobrze opanowana sztuka lądowania.

    Sprawę postaram się wyłożyć jasno, szczególnie mając na względzie świeżych pilotów, dla których lądowanie jest po prostu trudne. Doświadczone osoby mogą za to zweryfikować swoją wiedzę i przypomnieć podstawy, o których w zamęcie walki czasem się niestety zapomina. Zatem ad rem.

    Z uwagi na to, że szczęśliwie Ił-2 Sturmovik 1946 (wraz z kolejnymi dodatkami) umożliwia latanie na najróżniejszych samolotach, zdecydowałem się omówić rzecz jak najbardziej ogólnie, wspominając tam gdzie to konieczne o specyfice różnych faz lądowania dla odpowiedniego typu samolotu. Jako pilot myśliwski wirtualnego dywizjonu 316go główny wątek artykułu oparłem o doświadczenia zdobyte na różnych wersjach Supermarine Spitfire’a oraz North American P-51 Mustang’a.

    Lądowanie dzielimy najczęściej na kilka faz (szczególnie początkujący). Pierwszą jest powrót na odpowiednie lotnisko, drugą fazą jest tzw. podejście do lądowania, trzecią chwila przed przyziemieniem i po postawieniu kół na płycie lotniska (ewentualnie innej powierzchni) oraz kołowanie zwane dobiegiem i zatrzymanie maszyny jako faza czwarta. Nadmienić należy, że operowanie z lotniskowców (w tym start i lądowanie) zostało wyczerpująco omówione przez kolegę 316_Basieksa w tym artykule.

wh2nav42b

Proszę uważnie czytać niniejszy artykuł, bo kiepskie lądowanie może zakończyć się tak jak na powyższym obrazku albo i znacznie gorzej. Tu akurat przykład z lotniskowca.

    Zamierzając „przepisowo” znaleźć się na ziemi rozpoczynamy od zlokalizowania lotniska, co dla niektórych pilotów nie jest takie oczywiste, a nawet łatwe! W tym czasie należy rozglądać się w poszukiwaniu wrogich samolotów, gdyż nic nie jest bardziej niebezpieczne niż lot z wyciągniętym podwoziem, wychylonymi klapami w pozycji do lądowania, z prędkością bliską prędkości przeciągnięcia i na bardzo małej wysokości.

    Gdy znajdziemy już miejsce, w którym zamierzamy posadzić samolot rozpoczyna się faza druga, kiedy to należy „umieścić” maszynę mniej więcej w osi pasa startowego na wysokości minimum 400 m, lepiej wyżej, ok. 600-800 m i w odległości ok. 2 do 4 jego długości. Gdy samolot na kursie przed pasem, kontrolując wysokość zmniejszamy prędkość samolotu do ok. 220 km/h. Dokonujemy tego przede wszystkim poprzez umniejszenie mocy (często do zera), poprzez wysunięcie klap (różne położenia w zależności jak szybko nadwyżkę prędkości pragniemy stracić), a nawet wczesne wypuszczenie podwozia (nie należy go wysuwać przy prędkościach większych niż 350 km/h, chyba, że mamy pewność, że w danym typie samolotów wytrzyma – zdarza mi się to robić przy prędkości ok. 380 km/h – w wyjątkowych sytuacjach). Zalecona wyżej prędkość ok. 220 km/h zapewni stabilność w locie i dużo czasu, aby upewnić się czy wszystko jest O.K. Trzech opisanych sposobów używamy oddzielnie lub łącznie w zależności, jaki efekt zamierzamy osiągnąć. Jeśli jeszcze nie opuściliśmy klap (w pierwszej kolejności) i podwozia, robimy to teraz, pamiętając, że aby utrzymać zadaną prędkość należy zwiększyć moc silnika, bowiem elementy wystające z naszego płatowca zwiększając opór hamują go, co grozi całkowitą utratą prędkości jakże potrzebną do kontynuowania prawidłowego lotu.

        Podczas przygotowania podejścia można wytrymować samolot na tzw. ciężki ogon. Zmniejsza się dzięki temu ilość ruchów sterem wysokości, gdyż nie jest konieczne wykonywanie tylu poprawek pochylenia maszyny w ostatniej fazie lotu. Trymowanie na ciężki ogon pomaga także w ostatniej fazie - przyziemieniu. Osobiście z tej możliwości nie korzystam, za to używam trymu steru kierunku w celu przeciwdziałania sile odśmigłowej, która chce "skręcić" samolot, szczególnie podatny na ten efekt przy małej prędkości. Polecam sprawdzenie przydatności obu rozwiązań lub nawet połączenie ich.

    Upewniwszy się, że samolot zmierza w pożądanym przez pilota kierunku (w tym celu można na chwilę opuścić nos maszyny, lub wykonać podobny w skutkach manewr) dalej zmniejszamy prędkość z jednoczesnym opadaniem tak, aby w odległości ok. 300 metrów od pasa znaleźć się mniej więcej na wysokości 50 m z prędkością nie większą niż 190 km/h. Wydaje się, że kluczem do odniesienia sukcesu jest to, aby w momencie przelatywania nad początkiem pasa samolot miał prędkość ok. 155-170 km/h. W ten sposób kończymy fazę drugą (podejście) i zaczynamy trzecią (przyziemienie), która często okazuje się być najtrudniejszą.

3124804

Współcześnie latający Spitfire w wersji szkolnej - ktoś uczy się na własnych błędach.

    Aby miękko wylądować nie skacząc na pasie jak kangur, należy zdać sobie sprawę z tego, od czego sukces zależy. Po pierwsze samolot nie może poruszać się za szybko (co jest najczęściej spotykanym błędem – to wyjątek od zasady prędkość = życie!), a także zbyt szybko nie może zbliżać się do ziemi (to chyba oczywiste). W celu wykonania łagodnego przyziemienia należy dokonać czegoś, co na swój (już nie tylko swój) użytek nazywam wypłyceniem opadania na chwilę przed spodziewanym dotknięciem kołami gruntu. Można nawet zatrzymać opadanie (niektórzy piloci stosują ten element zawsze, ja czasem też – przydatne przy nauce lądowania!), chociaż nie widzę takiej potrzeby, tym bardziej, że mała prędkość grozi przeciągnięciu i zwaleniem maszyny na skrzydło, co w efekcie daje efektowny wypadek, nierzadko połączony z pokazem sztucznych ogni (sic!). Z drugiej strony, gdy z jakiegoś powodu samolot ma za dużą prędkość, to umiejętność wyczekania tuż nad pasem dla jej wytracenia może okazać się bardzo przydatna a nawet konieczna (warto to przećwiczyć!). W trakcie podejścia ewentualne korekty kursu lepiej wykonywać przy pomocy steru kierunku a nie lotek, lekkie przechyły też dobrze korygować w ten sposób, chociaż są dwie szkoły (jak to w życiu bywa) i ja czasem korzystam z obu jednocześnie.

p-51wreck506thfg
Dogaszanie ogni sztucznych...

    Jeśli jednak wszystko jest O.K., tuż przed postawieniem kół na gruncie (kilka sekund przed) pilot powinien ściągnąć drążek (bez przechylania maszyny na boki!), aby samolot usiadł jak najbardziej stycznie do ziemi (kolokwialnie mówiąc – tak płasko jak się tylko da). Jeszcze inaczej to tłumacząc można powiedzieć, że należy podnieść nos samolotu. Chodzi o to, aby prędkość opadania w momencie przyziemienia była jak najbardziej zbliżona do zera (0). W utrzymaniu samolotu na tym etapie pomaga wspomniane trymowanie samolotu na lekki nos (należy samodzielnie poznać właściwe ustawienie trymerów dla konkretnego typu maszyny). Samo przyziemienie wykonuję, gdy samolot leci z prędkością ok. 140 km/h, czyli 87 mph (por. film). Gdy koła na ziemi, drążek przesuwamy do pozycji neutralnej (centralnej), upewniwszy się jednocześnie, że całkowicie zamknęliśmy przepustnicę. Od tej chwili zaczyna się faza czwarta, a więc kołowanie rozpędzonym samolotem z zamiarem wyhamowania.

    Korzystając z hamulca należy być bardzo uważnym, ponieważ ciągłe hamowanie spowoduje kapotaż (przewrócenie przez dziób). Żeby tego uniknąć trzeba hamować pulsacyjnie, od czasu do czasu zwalniając hamulec, aby nie dopuścić do podniesienia ogona samolotu. Przy prędkościach niższych niż prędkość oderwania (startu) – ok. 140-180 km/h – można sobie pomóc poprzez całkowite ściągniecie drążka na siebie. W ten sposób siła aerodynamiczna generowana na sterach wysokości będzie utrudniała (jeśli nie uniemożliwiała) podniesienie tylnej części maszyny. Akapit ten dotyczy oczywiście samolotów o klasycznym układzie podwozia, czyli z kółkiem ogonowym. Maszyny z przednim kołem są dużo bardziej bezpieczne, ponieważ pod dziobem znajduje przednia goleń z kołem, które uniemożliwia dociśnięcie tegoż dziobu do pasa.

p39_crash

Opornym i przednie kółko nie pomoże.

    W ostatniej części tej fazy należy zjechać z pasa i zrobić miejsce innym. Nie można jednak wykonywać przy tym gwałtownym skrętów, ponieważ łatwo jest przewrócić samolot (szczególnie te o wąskim rozstawie kół, np. Messerschmitt Bf-109, Supermarine Spitfire i starsze samoloty np. dwupłaty). Kołować należy z prędkością nie większą niż 40 km/h, a w zakrętach tylko 10-20 km/h! Elegancko jest też wyłączyć silnik i dopiero wyjść z gry.

      Wirtualni piloci wyposażeni w urządzenia ułatwiające obserwację, takie jak TrackIR czy FreeTrack mają ułatwione zadanie. Chodzi o to, że lepiej potrafią ocenić odległość od pasa, „wychyliwszy” się z kabiny mogą popatrzeć w dół i jednocześnie spoglądać na zegary, co wybitnie ułatwia zadanie. Śpieszę zapewnić całą resztę, że sam używam tzw. grzybka na dżojstiku i jakoś sobie radzę.

    Poniższy film przedstawia poprawnie wykonany manewr lądowania samolotem Supermarine Spitfire Mk.Vb (za sterami siedzi autor, tzw. pasek prędkości włączony w celach dydaktycznych):

    

         

     Lądowanie większymi samolotami (ciężkimi myśliwcami, wszelkimi, nawet największymi bombowcami oraz maszynami transportowymi) odbywa się w zasadzie tak samo. Różnice jakie mogą występować to przede wszystkim prędkość w każdej z faz omawianego manewru, ewentualnie mogą być spowodowane specyfiką konkretnych maszyn, i tak dla przykładu wymienię choćby Consolidated B-24 Liberator’a i Heinkla He-111 Doppel-Blitz, które to samoloty lecąc z wysuniętymi klapami w pozycji do lądowania nie mają ochoty siadać na lotnisku! Aby zmusić je do szybowania w dół należy drążek od siebie odepchnąć prawie w skrajne położenie do przodu; szczególnie jest to widoczne przy zbyt dużej prędkości podejścia (na klapy działa za duża siła aerodynamiczna, która niejako chce podnieść samolot). Z drugiej strony lecąc dużym samolotem (oprócz wymienionych można dodać jeszcze kilka: np. Petlakow Pe-8, Boeing B-29 Superfortress, Tupolew TB-3) początkującym pilotom trudno jest wyczuć kiedy osiągną prędkość przeciągnięcia  - lepiej jest więc lecie ciut za szybko i pomóc sobie drążkiem (w sposób wyżej opisany) niż za wolno i rozbić cenny samolot, narażając przy tym zdrowie załogi. Dodać wypada, że lądując samolotami z oszklonym nosem, pilot doznaje złudzenia, że jest za nisko, że zaraz zderzy się z ziemią, jest to efekt bardzo dobrej widoczności do przodu oraz szybko uciekającego pasa pod samolotem.

    Prawidłowe wykonanie opisywanego manewru powinno wyglądać jak ciągłość bez widocznego podziału na poszczególne fazy. Lądować należy płynnie i zawsze być gotowym do natychmiastowego zwiększenia mocy, co może okazać się konieczne, gdy prędkość za bardzo spadnie lub wystąpi konieczność odejścia na tzw. drugi krąg. Od początku do końca manewru należy jak ognia wystrzegać się gwałtownych ruchów sterami i lotkami, a już szczególnie nad pasem. Uważać także należy przy dodawaniu i odejmowaniu mocy, gdyż zmiany momentu odśmigłowego są szczególnie odczuwalne przy małych prędkościach na lekkich maszynach (łatwo można wytrącić maszynę z równowagi). Proszę także pamiętać, że podczas lądowania (zwłaszcza w dwóch ostatnich fazach) margines błędu jest bardzo mały i ciągle zmniejsza się on wraz ze spadkiem prędkości i wysokości lotu! W trakcie gry czasami zachodzi konieczność lądowania w przygodnym terenie, tj. na jakiejś drodze, czy wprost na łące. Dodatkowym utrudnieniem lądowania na drodze jest ekstremalnie wąski „pas”. Natomiast, jeśli chodzi o lądowanie na trawie, piasku czy śniegu to sprawa jest bardzo trudna, często się nie udaje (samolot nie chce się „przykleić” do podłoża) i wydaje się, że conditio sine qua non udanego manewru w tych okolicznościach jest dosłownie minimalna prędkość przyziemienia i praktycznie nie używanie hamulców!
sg014crash_r_nuyens
Spitfire po awaryjnym lądowaniu - kontakt z ziemią uczynił go, o dziwo, lepszym aerodynamicznie. Zauważcie brak stawiających opór chłodnic pod skrzydłami i supernieopływowego wiatraka na nosie samolotu.

    Polecić mogę ćwiczenia „na sucho”, tzn. lot z prędkością lądowania tuż nad ziemią przez dłuższy czas (dla Spitfire jak widzieliśmy było to ok. 150 km/h lub nawet wolniej, ale dla Po-2 będzie to już tylko 65 km/h!). Obycie z małą wysokością, przyzwyczajenie do niebezpieczeństwa zderzenia z gruntem pozwoli na swobodne lądowanie już po kilku próbach, pod warunkiem, że zostaną one wykonane z zachowaniem tego, co tu napisano.

    Doświadczeni piloci skracają dwie pierwsze fazy nawet do kilku/kilkudziesięciu sekund – umiejętność bardzo pożądana i zapewniam, że można się tego nauczyć. Skrót, o którym mowa wykonuje się, aby szybciej wytracić niepożądaną przy lądowaniu nadwyżkę prędkości oraz wysokości. Można to uczynić praktycznie dowolną kombinacją manewrów, najczęściej będą to dość ciasne skręty (cały czas jednak pamiętać trzeba, że lot odbywa się nisko i ewentualne przeciągnięcie a w konsekwencji korkociąg będzie skutkowało widowiskowym „dzwonem”!). Nie zmienia to faktu, ze dwie ostatnie (fazy) odbywają się najczęściej tak jak je przedstawiono powyżej.


    Życzę jak najmniejszej liczby nieudanych prób i kangurów na pasie, bo inaczej WAFki będą się śmiały!

                 Dopisek.

 

                Prawie miesiąc po opublikowaniu powyższego tekstu o lądowaniu, znalazłem odpowiedni tematycznie fragment w świetnej książce autorstwa Jerzego Damsza – lotnika, inżyniera badacza, sportowca, ostatniego dowódcy 307. Dywizjonu Nocnych Myśliwców walczącego w bitwie o Anglię, odznaczonego Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Po wojnie jako badacz i konstruktor specjalizujący się w kriogenice zajął się w USA pracą naukową (zaprojektowany przez niego układ chłodzący znalazł się w sondzie Voyager!).

                 Jako autor poradnika jak „miękko" wylądować gorąco namawiam do przeczytania poniższego fragmentu z książki pod tytułem Lwowskie Puchacze – Wspomnienia lotnika wydanej przez Wydawnictwo Znak w 2009 roku, a poświęconej przez autora: „Moim Kolegom z 307. Dywizjonu Nocnych Myśliwców Lwowskich".

„[...]

               Po nawalających i niestabilnych beaufighterach II, na których lądowanie na jednym silniku, zwłaszcza w nocy, było bardzo ryzykowne, wśród personelu panowała ciągle pewna psychoza. Ten uraz przeniósł się automatycznie na wspaniałe mosquity. Michałowski chciał to błędne myślenie wyeliminować i przed lotem – będąc pewnym, iż to nic trudnego – zapowiedział demonstrację lądowania na jednym silniku.

               Prowadziliśmy długie dyskusje na temat tego tragicznego wypadku i niestety nie wszyscy chcieli się pogodzić z myślą, że nawet najlepszy pilot może popełnić błąd. Mówiono więc o gwałtownym podmuchu wiatru, o źle rozstawionych samolotach na lotnisku, o kiepskiej stabilności mosquita na jednym silniku, wreszcie analizowano – co robił i jak reagował na to wszystko dowódca. Miałem wyrobioną opinię na ten temat, ale nie wysuwałem własnych argumentów, bo wylądowałem kilka minut po kraksie i nie widziałem jej; natomiast byłem zupełnie pewny, że w tym czasie powietrze było zupełnie spokojne, żadnych podmuchów nie było. Nie wspominałem także o moich lotach z Michałowskim na naukę akrobacji w 1. Pułku Lotniczym w Warszawie. Zrobiły one wówczas na mnie ogromne wrażenie – najlepszy dowód, że do dziś, po prawie pięćdziesięciu latach, pamiętam je dokładnie. Wtedy dobry pilot lądował „na trzy punkty" i miał krótki wybieg. Lądowanie na trzy punkty oznacza, że samolot dotyka ziemi r ó w n o-     c z e ś n i e oboma kołami i ogonem. Michałowski robił to wspaniale: podchodził na minimalnej szybkości, dotykał ziemi na brzegu lotniska kołami i ogonem bez żadnych kangurów, a wybieg jego samolotu był zwykle tak krótki, że musiał dokołowywać do punktu startowego. Cała ta sztuka polegała na minimalnej szybkości podchodzenia, ale takiej, przy której samolot reagował jeszcze na stery. Lądowania z nim były dla mnie przeżyciem na zawsze tkwiącym w pamięci, marzyłem także wtedy, by kiedyś stać się równie doskonałym jak on pilotem. W dywizjonie też podziwiałem nieraz jego wspaniałe, eleganckie i dokładne lądowania. Miał on to pewno głęboko zakorzenione we krwi, ale niestety na jednym silniku nie można w ten sposób podchodzić. W takim wypadku pojedynczy, malutki błąd w ocenie odległości i konieczność w związku z nim dodania gazu, aby dotknąć ziemi na początku runwayu – musi skończyć się tragicznie. Swoje wnioski w ogólnych dyskusjach zatrzymałem dla siebie. Główny zaś to: że nie ma nieomylnych pilotów, pewność siebie jest zaletą, ale musi być stymulowana czymś w rodzaju pokory lub respektu dla sprzętu.

[...]"

 

 

316_Mlad

swoje trzy grosze wtrącił: 316_Basieks

Miękkie lądowanie


Artykułem tym postaram się odpowiedzieć na wielokrotnie


ponawiane prośby samego dowódcy naszego dywizjonu


316_Artura_PL o napisanie instruktażu dla pilotów na


temat przeprowadzania bezpiecznego manewru lądowania.


Prośba dowódcy to rozkaz, a rozkaz trzeba (wreszcie)


wykonać!

    Lądować umie prawie każdy, ale nie każdy ląduje


poprawnie, bezpiecznie i nie za każdym razem. Celem


niniejszego tekstu jest uświadomienie wirtualnym


pilotom gdzie najczęściej leży tajemnica udanego


przyziemienia. Polecam przeczytać artykuł i obejrzeć


film instruktażowy, wszak dobrego pilota poznać można


przede wszystkim po sposobie lądowania.

    Wszystko z reguły przebiega sprawnie, gdy pilot


dysponuje nieuszkodzoną maszyną, która w dodatku jest


łatwa w pilotażu i kołowaniu (szeroko rozstawione


koła). Umiejętność prawidłowego wykonania manewru


lądowania okazać się może jedynym ratunkiem, gdy na


właściwości lotne naszego płatowca wpływają inne,


niekorzystne czynniki zewnętrzne, a zwłaszcza


uszkodzenia, czasem raniony pilot! W takiej sytuacji


naprawdę przydaje się bardzo dobrze opanowana sztuka


lądowania.

    Sprawę postaram się wyłożyć jasno, szczególnie


mając na względzie świeżych pilotów, dla których


lądowanie jest po prostu trudne. Doświadczone osoby


mogą za to zweryfikować swoją wiedzę i przypomnieć


podstawy, o których w zamęcie walki czasem się niestety


zapomina. Zatem ad rem.


    Z uwagi na to, że szczęśliwie Ił-2 Sturmovik


1946 (wraz z kolejnymi dodatkami) umożliwia latanie na


najróżniejszych samolotach, zdecydowałem się omówić


rzecz jak najbardziej ogólnie, wspominając tam gdzie to


konieczne o specyfice różnych faz lądowania dla


odpowiedniego typu samolotu. Jako pilot myśliwski


wirtualnego dywizjonu 316go główny wątek artykułu


oparłem o doświadczenia zdobyte na różnych wersjach


Supermarine Spitfire’a oraz North American P-51


Mustang’a.

    Lądowanie dzielimy najczęściej na kilka faz


(szczególnie początkujący). Pierwszą jest powrót na


odpowiednie lotnisko, drugą fazą jest tzw. podejście do


lądowania, trzecią chwila przed przyziemieniem i po


postawieniu kół na płycie lotniska (ewentualnie innej


powierzchni) oraz kołowanie zwane dobiegiem i


zatrzymanie maszyny jako faza czwarta. Nadmienić


należy, że operowanie z lotniskowców (w tym start i


lądowanie) zostało wyczerpująco omówione przez kolegę


316_Basieksa w tym artykule.


    Zamierzając „przepisowo” znaleźć się na ziemi


rozpoczynamy od zlokalizowania lotniska, co dla


niektórych pilotów nie jest takie oczywiste, a nawet


łatwe! W tym czasie należy rozglądać się w poszukiwaniu


wrogich samolotów, gdyż nic nie jest bardziej


niebezpieczne niż lot z wyciągniętym podwoziem,


wychylonymi klapami w pozycji do lądowania, z


prędkością bliską prędkości przeciągnięcia i na bardzo


małej wysokości.


    Gdy znajdziemy już miejsce, w którym zamierzamy


posadzić samolot rozpoczyna się faza druga, kiedy to


należy „umieścić” maszynę mniej więcej w osi pasa


startowego na wysokości minimum 400 m, lepiej wyżej,


ok. 600-800 m i w odległości ok. 2 do 4 jego długości.


Gdy samolot na kursie przed pasem, kontrolując wysokość


zmniejszamy prędkość samolotu do ok. 220 km/h.


Dokonujemy tego przede wszystkim poprzez umniejszenie


mocy (często do zera), poprzez wysunięcie klap (różne


położenia w zależności jak szybko nadwyżkę prędkości


pragniemy stracić), a nawet wczesne wypuszczenie


podwozia (nie należy go wysuwać przy prędkościach


większych niż 350 km/h, chyba, że mamy pewność, że w


danym typie samolotów wytrzyma – zdarza mi się to robić


przy prędkości ok. 380 km/h – w wyjątkowych


sytuacjach). Zalecona wyżej prędkość ok. 220 km/h


zapewni stabilność w locie i dużo czasu, aby upewnić


się czy wszystko jest O.K. Trzech opisanych sposobów


używamy oddzielnie lub łącznie w zależności, jaki efekt


zamierzamy osiągnąć. Jeśli jeszcze nie opuściliśmy klap


(w pierwszej kolejności) i podwozia, robimy to teraz,


pamiętając, że aby utrzymać zadaną prędkość należy


zwiększyć moc silnika, bowiem elementy wystające z


naszego płatowca zwiększając opór hamują go, co grozi


całkowitą utratą prędkości jakże potrzebną do


kontynuowania prawidłowego lotu.

    Upewniwszy się, że samolot zmierza w pożądanym


przez pilota kierunku (w tym celu można na chwilę


opuścić nos maszyny, lub wykonać podobny w skutkach


manewr) dalej zmniejszamy prędkość z jednoczesnym


opadaniem tak, aby w odległości ok. 300 metrów od pasa


znaleźć się mniej więcej na wysokości 50 m z prędkością


nie większą niż 190 km/h. Wydaje się, że kluczem do


odniesienia sukcesu jest to, aby w momencie


przelatywania nad początkiem pasa samolot miał prędkość


ok. 155-170 km/h. W ten sposób kończymy fazę drugą


(podejście) i zaczynamy trzecią (przyziemienie), która


często okazuje się być najtrudniejszą.


    Aby miękko wylądować nie skacząc na pasie jak


kangur, należy zdać sobie sprawę z tego, od czego


sukces zależy. Po pierwsze samolot nie może poruszać


się za szybko (co jest najczęściej spotykanym błędem –


to wyjątek od zasady prędkość = życie!), a także zbyt


szybko nie może zbliżać się do ziemi (to chyba


oczywiste). W celu wykonania łagodnego przyziemienia


należy dokonać czegoś, co na swój (już nie tylko swój)


użytek nazywam wypłyceniem opadania na chwilę przed


spodziewanym dotknięciem kołami gruntu. Można nawet


zatrzymać opadanie (niektórzy piloci stosują ten


element zawsze, ja czasem też – przydatne przy nauce


lądowania!), chociaż nie widzę takiej potrzeby, tym


bardziej, że mała prędkość grozi przeciągnięciu i


zwaleniem maszyny na skrzydło, co w efekcie daje


efektowny wypadek, nierzadko połączony z pokazem


sztucznych ogni (sic!). Z drugiej strony, gdy z


jakiegoś powodu samolot ma za dużą prędkość, to


umiejętność wyczekania tuż nad pasem dla jej wytracenia


może okazać się bardzo przydatna a nawet konieczna


(warto to przećwiczyć!). W trakcie podejścia ewentualne


korekty kursu lepiej wykonywać przy pomocy steru


kierunku a nie lotek, lekkie przechyły też dobrze


korygować w ten sposób, chociaż są dwie szkoły (jak to


w życiu bywa) i ja czasem korzystam z obu jednocześnie.

    Jeśli jednak wszystko jest O.K., tuż przed


postawieniem kół na gruncie (kilka sekund przed) pilot


powinien ściągnąć drążek (bez przechylania maszyny na


boki!) aby samolot usiadł jak najbardziej stycznie do


ziemi (kolokwialnie mówiąc – tak płasko jak się tylko


da). Jeszcze inaczej to tłumacząc można powiedzieć, że


należy podnieść nos samolotu. Chodzi o to, aby prędkość


opadania w momencie przyziemienia była jak najbardziej


zbliżona do zera (0). Samo przyziemienie wykonuję, gdy


samolot leci z prędkością ok. 140 km/h, czyli 87 mph


(por. film). Gdy koła na ziemi, drążek przesuwamy do


pozycji neutralnej (centralnej), upewniwszy się


jednocześnie, że całkowicie zamknęliśmy przepustnicę.


Od tej chwili zaczyna się faza czwarta, a więc


kołowanie rozpędzonym samolotem z zamiarem wyhamowania.


    Korzystając z hamulca należy być bardzo


uważnym, ponieważ ciągłe hamowanie spowoduje kapotaż


(przewrócenie przez dziób). Żeby tego uniknąć trzeba


hamować pulsacyjnie, od czasu do czasu zwalniając


hamulec, aby nie dopuścić do podniesienia ogona


samolotu. Przy prędkościach niższych niż prędkość


oderwania (startu) – ok. 140-180 km/h – można sobie


pomóc poprzez całkowite ściągniecie drążka na siebie. W


ten sposób siła aerodynamiczna generowana na sterach


wysokości będzie utrudniała (jeśli nie uniemożliwiała)


podniesienie tylnej części maszyny. Akapit ten dotyczy


oczywiście samolotów o klasycznym układzie podwozia,


czyli z kółkiem ogonowym. Maszyny z przednim kołem są


dużo bardziej bezpieczne, ponieważ pod dziobem znajduje


przednia goleń z kołem, które uniemożliwia dociśnięcie


tegoż dziobu do pasa.

    W ostatniej części tej fazy należy zjechać z


pasa i zrobić miejsce innym. Nie można jednak wykonywać


przy tym gwałtownym skrętów, ponieważ łatwo jest


przewrócić samolot (szczególnie te o wąskim rozstawie


kół, np. Messerschmitt Bf-109, Supermarine Spitfire i


starsze samoloty np. dwupłaty). Kołować należy z


prędkością nie większą niż 40 km/h, a w zakrętach tylko


10-20 km/h! Elegancko jest też wyłączyć silnik i


dopiero wyjść z gry.

Wirtualni piloci wyposażeni w urządzenia ułatwiające


obserwację, takie jak TrackIR czy FreeTrack mają


ułatwione zadanie. Chodzi o to, że lepiej potrafią


ocenić odległość od pasa, „wychyliwszy” się z kabiny


mogą popatrzeć w dół i jednocześnie spoglądać na


zegary, co wybitnie ułatwia zadanie. Śpieszę zapewnić


całą resztę, że sam używam tzw. grzybka na dżojstiku i


jakoś sobie radzę.


    Poniższy film przedstawia poprawnie wykonany


manewr lądowania samolotem Supermarine Spitfire Mk.Vb


(za sterami siedzi autor, tzw. pasek prędkości włączony


w celach dydaktycznych):


    Lądowanie większymi samolotami (ciężkimi


myśliwcami, wszelkimi, nawet największymi bombowcami


oraz maszynami transportowymi) odbywa się w zasadzie


tak samo. Różnice jakie mogą występować to przede


wszystkim prędkość w każdej z faz omawianego manewru,


ewentualnie mogą być spowodowane specyfiką konkretnych


maszyn, i tak dla przykładu wymienię choćby


Consolidated B-24 Liberator’a i Heinkla He-111 Doppel-


Blitz, które to samoloty lecąc z wysuniętymi klapami w


pozycji do lądowania nie mają ochoty siadać na


lotnisku! Aby zmusić je do szybowania w dół należy


drążek od siebie odepchnąć prawie w skrajne położenie


do przodu; szczególnie jest to widoczne przy zbyt dużej


prędkości podejścia (na klapy działa za duża siła


aerodynamiczna, która niejako chce podnieść samolot). Z


drugiej strony lecąc dużym samolotem (oprócz


wymienionych można dodać jeszcze kilka: np. Petlakow


Pe-8, Boeing B-29 Superfortress, Tupolew TB-3)


początkującym pilotom trudno jest wyczuć kiedy osiągną


prędkość przeciągnięcia  - lepiej jest więc lecie ciut


za szybko i pomóc sobie drążkiem (w ww. sposób) niż za


wolno i rozbić cenny samolot, narażając przy tym


zdrowie załogi. Dodać wypada, że lądując samolotami z


oszklonym nosem, pilot doznaje złudzenia, że jest za


nisko, że zaraz zderzy się z ziemią, jest to efekt


bardzo dobrej widoczności do przodu oraz szybko


uciekającego pasa pod samolotem.


    Prawidłowe wykonanie opisywanego manewru


powinno wyglądać jak ciągłość bez widocznego podziału


na poszczególne fazy. Lądować należy płynnie i zawsze


być gotowym do natychmiastowego zwiększenia mocy, co


może okazać się konieczne, gdy prędkość za bardzo


spadnie lub wystąpi konieczność odejścia na tzw. drugi


krąg. Od początku do końca manewru należy jak ognia


wystrzegać się gwałtownych ruchów sterami i lotkami, a


już szczególnie nad pasem. Uważać także należy przy


dodawaniu i odejmowaniu mocy, gdyż zmiany momentu


odśmigłowego są szczególnie odczuwalne przy małych


prędkościach na lekkich maszynach (łatwo można wytrącić


maszynę z równowagi). Proszę także pamiętać, że podczas


lądowania (zwłaszcza w dwóch ostatnich fazach) margines


błędu jest bardzo mały i ciągle zmniejsza się on wraz


ze spadkiem prędkości i wysokości lotu! W trakcie gry


czasami zachodzi konieczność lądowania w przygodnym


terenie, tj. na jakiejś drodze, czy wprost na łące.


Dodatkowym utrudnieniem lądowania na drodze jest


ekstremalnie wąski „pas”. Natomiast, jeśli chodzi o


lądowanie na trawie, piasku czy śniegu to sprawa jest


bardzo trudna, często się nie udaje (samolot nie chce


się „przykleić” do podłoża) i wydaje się, że conditio


sine qua non udanego manewru w tych okolicznościach


jest dosłownie minimalna prędkość przyziemienia i


praktycznie nie używanie hamulców!

    Polecić mogę ćwiczenia „na sucho”, tzn. lot z


prędkością lądowania tuż nad ziemią przez dłuższy czas


(dla Spitfire jak widzieliśmy było to ok. 150 km/h lub


nawet wolniej, ale dla Po-2 będzie to już tylko 65


km/h!). Obycie z małą wysokością, przyzwyczajenie do


niebezpieczeństwa zderzenia z gruntem pozwoli na


swobodne lądowanie już po kilku próbach, pod warunkiem,


że zostaną one wykonane z zachowaniem tego, co tu


napisano.

    Doświadczeni piloci skracają dwie pierwsze fazy


nawet do kilku/kilkudziesięciu sekund – umiejętność


bardzo pożądana i zapewniam, ze można się tego nauczyć.


Skrót, o którym mowa wykonuje się, aby szybciej


wytracić niepożądaną przy lądowaniu nadwyżkę prędkości.


Można to uczynić praktycznie dowolną kombinacją


manewrów, najczęściej będą to dość ciasne skręty (cały


czas jednak pamiętać trzeba, że lot odbywa się nisko i


ewentualne przeciągnięcie a w konsekwencji korkociąg


będzie skutkowało widowiskowym „dzwonem”!). Nie zmienia


to faktu, ze dwie ostatnie (fazy) odbywają się


najczęściej tak jak je przedstawiono powyżej.


    Życzę jak najmniejszej liczby nieudanych prób i


kangurów na pasie, bo inaczej WAFki będą się śmiały!


316_Mlad_PL

 

 

Komentarze 

 
#16 316_Artur 2010-08-28 18:55
tutaj www.youtube.com/.../ można zobaczyć moje lądowanie na Spitfire ;-)
 
 
#15 Falconet 2010-07-10 11:20
Świetny poradnik! Na nim powinno się uczyć pilotów w realu :]
 
 
#14 Enki 2010-06-21 17:43
Blakhart. Jest tak jak piszesz. Dlatego podczas latania na IŁ'ku należy zawsze uruchamiać, jak w kinie, "wysoki współczynnik naiwności" żeby ciągle nie zastanawiać się czy prawdziwe też tak latają :-) . Dziś przetestowałem parę wersji FW 190 i zauważyłem dwie sprawy:
- Samoloty dodane w UP 2.1 są mniej stateczne w przy mniejszych prędkościach i łatwiej wpadają w korkociąg,
- udało mi się przy pełnej masie do startu, na "wys." ok. 2000m doprowadzić do powolnego spadku prędkości nawet do 140 km/h (bez względu na wersję). To pokazuje że mamy tu do czynienia z pewnym, zamierzonym lub nie, ułatwieniem.
Trzeba jednak przyznać że widać wyraźną różnicę dla konfiguracji z wypuszczonymi klapami i podwoziem i bez nich. Reasumując: Ił'ek jest zrobiony najlepiej jak można chyba było w tych warunkach to zrobić a na przyszłość można oczekiwać że silnik gry, jeśli zostanie udoskonalony będzie jeszcze lepszy. Ciągle brakuje mi wiatru o charakterze "globalnym" i turbulencji strumienia zaśmigłowego za samolotami. Muszę poszukać sterownicy nożnej żeby odbudować nawyki z prawdziwego latania. Ster kierunku w ręku jest wygodny ale spłyca doznania!.
Pozdrawiam
P S
Ciekawy wątek z ciekawego forum:
81.210.9.116/.../...
i film obrazujący min. ostatnie chwile przed lądowaniem ... a jakże, mojego ulubionego FW 190 ;-) :
www.youtube.com/.../
 
 
#13 Blakhart 2010-06-21 16:28
Enki w Olegotrixie Vb z 41 dla porównania wyciągnie 110-120 w poziomym z pełnymi klapami i mocą 15-25% plus odpowiednie trymowanie i kontra "nogą". Dane z reala średnio się mają do atmosfery wzorcowej "iłka" szczególnie przy pozornej bezwładności maszyn i charakterystyk i dynamiki przeciągnięcia;D
Yarden, 175 km/h to nieco za dużo, Szitfajer ma tendencje do niesienia się jak listek nad pasem, oprócz tego jest strasznie delikatny. 150-160 to dobre prędkości przy których ten samolot zachowuje się przewidywalniej na pasie (ale wiadomo każdy ma swoje tricki i sposoby ;) ), wczesne Bf-y dla porównania maja V przyziemienia 140 km/h.
 
 
#12 316_Danny 2010-06-21 10:55
Kolego Enki! Nie mogłeś chyba lepiej opisać kochanego szybowca Bocian :lol: zgadzam się z Tobą w 100% z całym poprzednim wpisem!

Cytuję Blakhart:
nie spotkałem się też z "lekki na nos" czy "ogon", raczej "ciężki"


Też się nad tym zastanawiałem. Takiego określenia nie ma...

Cytuję Blakhart:
Przydałby się schemat graficzny faz lądowania dla pełniejszego zobrazowania zagadnienia.


CzarnoSerc, postaram się zrobić jakiś schemat graficzny i mam nadzieję że się tu znajdzie.
 
 
+1 #11 Enki 2010-06-21 01:32
316_Danny,
Masz całkowitą rację. Problem polega na tym że Puchacz ma tak dobrane proporcje skuteczności steru wysokości w zależności od ruchu drążka sterowego że niewprawiona osoba (a nieraz i obyta z tym typem statku powietrznego) mimowolnie "zaciąga mocno wysokością" co powoduje uderzanie belką ogonową o ziemię. Tak bywa przy starcie, już przy niewielkiej prędkości i przy lądowaniu na dużym współczynniku Cz i Cx (jak na filmie) bo maksymalny eksploatacyjny kąt natarcia płata jest większy niż kąt zawarty między podłożem a płaszczyzną łączącą koło główne z płozą ogonową. Właściwie w Puchaczu, instruktor jest po to żeby uczeń-pilot nie złamał belki ogonowej!. :lol: Reszta szkolenia to na tym szybowcu dodatek ;-) . Kiedy opanuje się proporcje ruchu drążkiem można w bardzo wysublimowany sposób niemal pieścić ziemię przy lądowaniu. Lot i korkociąg również są przyjemne. Jednak jak dla mnie szybowiec ten jest zbyt wyrafinowany do nauki latania. Dlatego z nostalgią wspominam Bociana. Ponad pół tony sklejki i płótna ale jest jak stare kapcie. Zawsze wygodny i bezpieczny!!! :-)

Blakhart.
Znalazłem dane dla oryginałów FW 190 i pierwszego prototypu Spitfire'a oraz późniejszego Mk I i Mk II A więc je "zawieram". :P

FW 190A3 Oberleutnant'a Fabera:
V przyrządowa podejścia do lądowania- 210-225 km/h (klapy pełne, podwozie wypuszczone)
V (zalecana-pożądana itd., itp.)nad początkiem pasa ok. 200 km/h
V przyziemienia ok. 175 km/h
V przeciągnięcia: 170 km/h z wypuszczonymi klapami i podwoziem oraz 175 km/h bez nich.

Spitfire - prototyp:
V podejścia do lądowania: ok. 135 km/h
V lądowania to ok. 110-115 km/h.
V przeciągnięcia to 93 km/h z wypuszczonymi klapami i podwoziem oraz
103 km/h bez nich.

Mk I
www.spitfireperformance.com/.../
Mk IIA
www.fourthfightergroup.com/.../

Warto porównać te dane z osiągami naszych wirtualnych rumaków!.
 
 
-2 #10 Blakhart 2010-06-20 20:03
Proza, tudzież gawęda z Gazety Wyborczej(minus). Nie ma czegoś takiego jak siła odśmigłowa, akcji, reakcji, żyroskopowa owszem...(minus), nie spotkałem się też z "lekki na nos" czy "ogon", raczej "ciężki" (minus, jedyne źródła tego "związku słownego" jakie wyskoczyły mi w googlach to wasza strona)... Fazy lądowania zostały już dawno wymyślone i podzielone ( odsyłam do najprymitywniejszego źródła pl.wikipedia.org/.../... ), powyższe słabo mają się do tych standardowych (minus), warto byłoby wesprzeć się choćby materiałami ś.p. pana Szutowicza bądź "starodruków" pana Milkiewicza. Trafne uwagi jak i frazeologia lotnicza kolegi Enkiego. "Wypłycenie opadania" (?!?) to wytrzymanie, w tej fazie należy stopniowo nadawać większe kąty natarcia dla wytracenia energii celem łagodnego wytracenia metra bądź dwóch (więcej H po wyrównaniu to badziew, a nie wyrównanie...) i przyziemienia samolotu.Przydałby się schemat graficzny faz lądowania dla pełniejszego zobrazowania zagadnienia.
Dla uściślenia - lotki przy małej V mają mniejszą skuteczność, dlatego jak napisano w artykule wychylenia korygujemy sterem kierunku.
Jeżeli coś jest do wszystkiego to zazwyczaj jest do "niczego". Nie lepiej było przeprowadzić kilkadziesiąt testów lądowań w grze na danym typie i podać konkretne prędkości dla danych typów samolotów by gracze mogli kontrolować swe próby według gotowych danych??? Przecież P-51 to zupełnie inna bajka niż Vb czy IXe. Poszliście na łatwiznę kolego Mlad ;)
Skoro to dla nowicjuszy to warto uczyć ich właściwego słownictwa od początku.
Dużo dobrych porad i uwag na temat lądowania, artykuł wartościowy dla świeżaków, którzy niedawno kupili grę.
Wiem Przemku, że znasz się na tym, chodzi mi tylko o to, że nieodpowiednio to przekazałeś.
Jestem świadom, że IŁ-2 to nie EPWA czy inne prawdziwe lotnisko, ale część informacji z reala śmiało można i trzeba zawierać.
 
 
#9 316_Danny 2010-06-20 14:51
TAK! Było coś takiego w MFSX!

Enki mi chodzi przede wszystkim o to że na Puchaczu (przynajmniej) mnie uczono że podczas lądowania nie powinno się dotknąć tylnią płozą ziemi! Tylko lądować na dwa przednie kółeczka :)
 
 
#8 316_Minamir 2010-06-20 13:31
Enki, po obejrzeniu filmiku z pierwszego linka przypomniała mi się podobna misja z FSXa, lądowanie Cubem na autobusie :)
 
 
#7 Enki 2010-06-20 11:52
Puchacz to wyczynowy szybowiec szkolny... coś jak UT-1/UT-2 wśród samolotów ;-) . Piloci którzy są słabsi sami się eliminują z lotnictwa. :lol:
Co innego SZD-9 Bocian. Właściwie "sam lata" a ląduje tylko z niewielką pomocą pilota 8) .
Widzieliście kiedyś inny niż Ił-2 symulator lądowania na lotniskowcu???: :lol:

www.youtube.com/.../

a tu lądowanie według zasad opisanych w artykule:

www.youtube.com/.../
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Shoutbox
Wł/Wył Dźwięk Emoty Historia FAQ Kide Chat

ostatni 4 godzin 32 minut temu

316_Danny: Panowie! Znalazłem filmik z mojego obozu (niestety załapałem się tylko jako biegający pixel choć jest wysoce prawdopodobne, że wykonywałem nie jeden z tych lotów) ! ! ! :)) «link»
legion: Dzięki za loty do usłyszenia jutro mam nadzieje.
Arczi_PL: Dzięki za loty Panowie. Dobranoc.
Sum: Skubańce :) «link»
Arczi_PL: Może faktycznie, sam fakt zrobienia czegoś tak głupiego, nie jest śmieszne, ale wiedząc co i jak się wydarzyło, i słysząc ten rechot nie potrafiłem się nie śmiać.
316R_Yarden.PL: Chodźcież na tego TSa...
316R_Yarden.PL: Dobra, może nie jest śmieszne ale cieakwe :!
316_Artur: nie wiem co jest w tym śmiesznego mogli go zabić gość poleciał jak szmata :\
Arczi_PL: Mega filmik :)
316R_Yarden.PL: Ok, już czekam na Panów symulotników :)) tak swoją drogą to jest boskie: «link» :S
316_Basieks: AKTUALIZACJA!!! AKTUALIZACJA!!! AKTUALIZACJA!!!
NEWSLETTER!
Szatan: szukam sobie serva do wznawiania nawyków w pilotażu online
Szatan: napisze :) w opsie maja "no boom and zoom"
316_Artur: koło 20tej szatan daj linka
Szatan: o lol widzieliscie opis serva fun 4 all?
316_Minamir: Artur też zaraz idę, o której będziecie na TSie to wpadłbym na chwilę?
316_Artur: dzięki narka i przyjemnej pracy
Enki: Też się odmeldowuję. Jeszcze szybciutko jakiś locik "na krzyżyku", ku pokrzepieniu serca i w drogę. Służba nie drużba . Udanych łowów Panowie. Połamania goleni i miłych snów!.
Szatan: dobra
316_Artur: tak mam zostawiam na jutro rano żeby na spokojnie poczytać
Szatan: Artur dotarly moje oba maile?
316_Artur: ok
316R_Yarden.PL: Dobra, biorę się za naukę, będę na TSie o 19.30 najpóźniej :$
Szatan: hmm w tej histori lepiej sie wogule pisze :)
316R_Yarden.PL: Aha, ok.
Artur - widziałem ten filmik z koszeniem trawy, tuż przed wyjściem go obejrzałem. Fajniutki :S
316_Minamir: Yarden, klikasz Historia, potem nad wiadomościami znowu Historia i masz kilka stron po 100 wiadomości
316R_Yarden.PL: :))
316R_Yarden.PL: Odnośnie historii - to jest zgniła administratorsko-kap italistyczna propaganda - tak jak wczoraj mówił Evoo, mam w niej tylko to, co widzę normalnie.
Enki: Nawet się jedna katapultowała z Orlika, kilka lat temu ;). Ale jak by mi mechanik tak wyregulował napędy w moim Jaku jak ma to w jo'u to oddał bym go pod sąd wojenny!. :)
316R_Yarden.PL: Ja się Artur nie zgodzę z opinią o Xie - latam na nim od początku, to mój jedyny joy i jest bardzo wygodny oraz ergonomiczny. Poza tym sam wczoraj mówiłeś, jakie są drągi w śmigłowcach - czyżby w lotnictwie służyły panienki? :))
Enki: Fire Fox'a. Ale po powrocie (zaraz muszę jechać) mam zamiar go reinstalować bo po kilku updatach do nowszych wersji zaczyna świrować!. Taki folklor lokalny ;)
316_Minamir: Yarden, chyba tak
316R_Yarden.PL: Suncoma to chyba używa Sundowner :))
316_Artur: Yarden jak będziesz chciał to podeślę ci linka do koszenia trawy śmigłowcem
316_Artur: Enki a jaką ty masz przeglądarkę u mnie odświeża się normalnie no może z sekundowym opóźnieniem
Szatan: ja używam ego bo miałem dosc laserowych walk «link» a poza tym ten mod poprawia fps :)
316_Minamir: Yarde, przecież masz historię : P
316_Artur: Potrenuję nasze kadry ,

Yarden lewy górny przycisk zmień na czerwony i po kłopocie
Enki: I jeszcze to ręczne odświeżanie. Momentami massakra. :))
316R_Yarden.PL: Panowie, cholercia, nie piszcie tyle, bo nie mogę boksa od dołu przeczytać!! :`
Enki: He he. Wiązki!. Skupienie mam ustawione według opisu historycznego. W spitach nasi dawali punkt zbieżności na 200 metrów. Na tej odległości to prawie "wiązka".
316_Artur: ja niestety nie nie chcę psuć statystyk :\
Szatan: hehe wystarczy zmienić terecers na inne i masz efekty jak star wars Minamir:D
316_Minamir: Cześć Basieks
316_Artur: w czajce różnica jest niewielka sika na zielono jak laserem
316_Basieks: Przecież w wruskich maszynach Szkasy to właśnie takie lasery:) witam wszystkich:) Kto dziś forncik polata?
316_Minamir: "odchylenie wiązki" - brzmi jak laser ze star wars :S
Enki: Mój ma już ponad dwa lata ale luzy są, w zasadzie, ciągle takie same!. Prawie zawsze kiedy wypracuję pozycję do strzału i nacisnę spusty, mimowolny ruch obrotowy dłoni powoduje odchylenie wiązki w prawo. Spaliłem tak wiele pewnych akcji!.
316_Artur: Z X-em jest ten problem że jest za delikatny to yoj dla kobiety
Szatan: tez mam cyborga evo tyle ze force i mogę powiedzieć ze po tylu latach użytkowania to sie po prostu rozlatuje kalibracja siada coraz bardziej hat prawie już nie działa przyciski się zacinają, a luzy sa straszne, ten joy jest dobry na góra 3-4 lata potem wymiana

Kide Shoutbox v0.7.2

Tylko zarejestrowani mogą pisać wiadomości, zarejestruj się lub zaloguj